Wchodzenie do portu na silniku

Manewry portowe często są dla żeglarzy, zwłaszcza początkujących, źródłem stresu. Doświadczenie przychodzi z kolejnymi rejsami, ale jak sobie poradzić, gdy dopiero zaczynamy samodzielnie prowadzić jacht, a wejść do portu trzeba kilka razy w czasie rejsu?

cumowanie

Jest kilka zasad, których przestrzeganie ułatwi nam życie:

Manewr wchodzenia do portu powinien być omówiony z załogą, miejsce postoju wybrane, zadania przydzielone.
Cumy powinny być przygotowane do rzucenia, czyli wyjęte z bakist, rozbuchtowane, zaknagowane na jachcie pod koszem dziobowym/ rufowym.
Obijacze wyrzucamy na burty.
Podstawowe informacje o porcie, które należy znać to głębokość w basenie portowym (czy możemy wchodzić z całym mieczem?), sposób cumowania: boje, kotwica czy muringi.
Pamiętajmy, że wiatr wciąż wieje i oddziałuje na jacht nawet po zrzuceniu żagli, dlatego warto sprawdzić, skąd dmucha i jaki to będzie miało wpływ na nasz jacht w trakcie manewru.
Dostosujmy prędkość, z jaką wchodzimy do portu do panujących warunków. Do kei zbliżamy się powoli, regulując obroty silnika i zachowując manewrowość jachtu. Silniejszy wiatr wymaga większej prędkości, ale im większa prędkość tym większa inercja. Przy wietrze dopychającym do kei i znacznej inercji łatwo o zderzenie z nabrzeżem (ups!), dlatego warto pamiętać, że bieg wsteczny działa na jacht jak hamulec i wykorzystać go do uniknięcia starcia łajba – keja.
Jeśli wiesz, że nie uda Ci się stanąć w wybranym miejscu, wycofaj jacht i powtórz manewr.
Najważniejszy jest jednak spokój i opanowanie sternika, a także myśląca i zaangażowana załoga.

Przestrzegając tych zasad zacumujecie w wybranym porcie, jeśli nie za pierwszym podejściem, to za drugim.

Pamiętajcie! Trening czyni mistrza!